niedziela, 13 maja 2012

Coś niesamowitego jest w tych gouldowskich połączeniach w mózgu widocznych na filmie z wariacji tych z późnego życia, gdy jest już jako człowiek-muzyk zdecydowanie ukształtowany ostatecznie...  Jego palce wydają się być jakby w mniejszej odległości od ośrodka decyzyjnego w mózgu i ruch jakby pojawiał się na klawiaturze niemal jenodcześnie z myślą, a więc natychmiast, gdy zostaje odczuty. Patrzę na sylwetkę, pochyloną, z twarzą blisko klawiatury i wyobrażam sobie, jak się wówczas czuje i jak wobec tego, ten prosty element wpłynąć mógł na pozostałę wymiary człowieka Goulda. Tak jak we wszystkich sporach "nature versus nurture" nie da się z pewnością powiedzieć, co jest pierwotne, a co wtórne, tak i tu nie potrafię zgadnąć, czy to, jak Gould gra na filmie z ostatnich lat życia zależało pierwotnie od tego zbliżenia do pianina, czy zależność powstała w czasie odwrotnie - nie pianino na niego wywarło wpływ, a on zbliżył się do pianina, bo ono już nim było. Właśnie w tak niewielkiej odległości na niewyciągnięcie dłoni tuż przy twarzy.

Piszesz o polifonii odbioru świata przez umysły ludzi takich jak Gould czy w ogóle masz prawdopodobnie na myśli muzyków albo inaczej genialnych ludzi,  tym myśląc też o sobie... Hmmm... Mam wrażenie, że demonizujesz (czy może demonizujemy?) inność funkcjonowania umysłów ludzi jakoś genialnych, stawiając ich na płaszczyźnie wyższej i niedostępnej dla "zwykłych" śmiertelników. A  tak naprawdę to my wszyscy ludzie jesteśmy genialni, każdy na swój sposób; czasem bo tak włąśnie nauczeni doświadczeniem czyli przez życie, że żeby przeżyć trzeba udawać trochę głupszych, trochę zapominalskich, bezradnych. To widuję wśród wielu zaburzeń na co dzień, gdy ludzie nie odpowiadają na zadawane pytania, jakby nie rozumiejąc, o co w nich chodziło. Można się na to nabrać i stwierdzić, że mają zaburzenia pamięci, zmiany otępienne (są w podeszłym wieku na przykład), lub chorobę Alzheimera, jednak wystarczy się wysilić i pomyśleć chwilę, żeby zauważyć ich świadomość ukrywania, na przykład złość, gdy się zapyta ich o zaburzenia pamięci. Dzięki temu wiem, że to nie luki w pamięci a dzieło wolnej woli, choć może nawet nieuświadamianej. Oni, tak jak i ja to robię, co wiem dopiero skłoniwszy się do prawdziwego wglądu, bronią dostępu do informacji, którą ukrywają, uznawszy jednocześnie za niezbędne ukrycie, że ukrywają. Dlaczego? By przeżyć. To zachowania z rejonu egzystencjalnego zagrożenia, budzące się, gdy sprzeciw wzbudza reakcję otoczenia, stanowiącą zagrożenie życia, a przynajmniej bardzo je utrudniając. A więc ludzie na co dzień, będą, podobnie jak murzyni w RPA w czasach niewolnictwa, udawać będą, że nie rozumieją, by się nie narazić na niezadowolenie pana w przypadku nieposłuszeństwa.
Dlatego nie jest i nigdy nie będzie łatwo z zewnątrz ocenić czyjegoś potencjału myślowego. Niech więc zgodnie z tym, co chce Sas, wszyscy ludzie będą oceniani równo, z odpowiedzialnością za czyny i ich dostosowanie lub nie do danej społeczności, a nie z handicapem, bo są mniej sprawni, bo chorzy umysłowo lub mniej inteligentni i wobec tego również pozbawieni przywilejów wynikających z myślenia o nich w tych samych kategoriach, równości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz