sobota, 12 maja 2012

Ja pamiętam, jak się dziwiłam, gdy byłeś zachwycony Gouldem, a ja słuchałam Mozarta - bo mi to koiło i porządkowało chaos wewnątrz mnie, niechciany bałagan. Teraz moje odkrywanie Goulda, oczywiście z preferencją melodii niektórych tylko, najbardziej jednak tych, co były grane w filmie Wstyd, możliwe jest dlatego, że nie mam w głowie chaosu, który by potrzebował "okładów" z muzyki. I mogę dzięki temu usłyszeć perfekcję i to, co ci już kiedyś mówiłam, że uwielbiam w muzyce - ten wątek, który leci wielką falą nad zasadniczą muzyką, tak jakby zasadnicza muzyka była maleńkimi falkami, a duży dłuższy wątek muzyczny leciał jako opowieść prowadzona ponad nimi. Mam nadzieję, że udało mi się wyjasnić; jak nie to zapytaj, bo chciałabym móc ci to powiedzieć.


Jeszcze jedno jest ciekawe dla mnie teraz w słuchaniu Goulda - wydaje mi się, że po tych wszystkich latach słuchania muzyki, różnych muzyk, różnych kompozytorów i wykonanwców, że słucham nie tylko samej muzyki, ale i jakby to powiedzieć, właściwości mózgu wykonawcy albo i kompozytora. To co latami wyłapywałam nieświadomie i przez to preferowałam niektórą muzykę, a inną nie, oraz niektórych wykonawców starałam się unikać nie wiedząc dlaczego, teraz wydaje mi się bardziej uchwytne, dla zrozumienia co i dlaczego.

Na przykład Chopin przez lata stanowił dla mnie problem, bo słuchając go, słyszałam człowieka chorego na rozedrganie nerwów, i to nie było fajne.

Nie wiem czy ci wiadomo, ale w rodzinie mamy Z, (mojego brata ciotecznego; to też brat cioteczny B), z którym wychowałam się, a więc który jest mi bliski jak druga skóra (co ja ci będę tłumaczyć - masz rodzeństwo ;-), no więc Z miał rozpoznaną schizofrenię. Z tego rozpoznania wycofano się po wielu latach i dano jego chorobie nazwę psychoza maniakalno-depresyjna, ale tak naprawdę, to nie jest aż tak istotne, ta nazwa. Wyjaśniam tylko, bo wskutek tego od wczesnego mojego dzieciństwa, bo on miał naście lat, gdy zachorował, wiec ja byłam wtedy w podstawówce, wyczulona jestem na różne dziwne funkcjonowania mózgu i czuję się z tym bardziej oswojona niż przeciętny obywatel. To, jak i pewnie inne anomalia chorobowo-psychiczne obecne w naszej rodzinie spowodowało, że wszelkie choroby psychiczne i odchylenia są mi bliskie i znajome i zauważam je z dużą łatwością. Co, zastanawiam się, czy trochę nie oznacza, że lubię i uwielbiam te "odchylenia"? Chyba trochę tak. Bo choć kochałam i kocham Z w całości i umiałam oddzielić go od jego choroby w znaczeniu "zachowań chorobowych", to jakaś oś, centralna część psychiki Z była dla mnie zbudowana chorobą i gbyby usunąć chorobę, trzeba by usunąć też samego Z; zostawało więc tylko zaakceptować mocno, czyli pokochać, całość.
I to mi zostało w widzeniu świata i ludzi - wyłapywanie odchyleń, nie po to by potępić w czambuł, (co wydaje mi się, że jest twoim sposobem na zmaganie z innością, obcością), tylko by zachwycić się różnorodnością, barwnością niestandardowych kształtów, sposobów funkcjonowania myśli. Nie zatracam przy tym umiejętności określania, co jest normą, a co anomalią. Po prostu we mnie jest cicha spokojność i ciekawość podczas przyglądania się temu wszystkiemu, może dlatego, że teraz nie dotyka to stref mocnych uczuć, a może dlatego, że choroba Z nauczyła mnie czegoś takiego, że nie da się oddzielić choroby od istoty ludzkiej, więc nie ma co cierpieć, że ktoś nie jest "normalny", bo na pewno nie byłby wówczas wzbogacony (a jednak) o bycie tym drugim sobą, tylko przyjąć konieczność innej interpretacji i inaczej się zachowywać samemu w reakcji.

W iTunes jest dużo wykładów R.Baileya, psychologa, który umie wykładać psychologię w sposób prosty i ciekawy. Tak więc przybyło mi źródło pozwalające sobie ponazywać niektóre zauważane odchylenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz